Blog > Komentarze do wpisu
Arabska wiosna, rzeź chrześcijan

Dziś, gdy Amerykanie opuścili Irak, chrześcijańskie wspólnoty w tym kraju – jedne z najstarszych na całym świecie – zmuszone są do exodusu na biblijną wręcz skalę.

Uzbrojeni islamiści zamordowali w zeszłym roku w kościele w Bagdadzie 58 osób. Świeżo namalowane w świątyni graffiti ostrzega pozostałych przy życiu wiernych, że mogą być następni.

Około dwie trzecie spośród 1,4 miliona irackich chrześcijan uciekło już z kraju. Choć brytyjski rząd nie chce dostrzec tego problemu, na Bliskim Wschodzie szaleje nowe, straszliwe zło: czystki religijne. Ataki, których apogeum przypada na Boże Narodzenie, przeniosły się już do Egiptu, gdzie islamscy fundamentaliści podkładają ładunki wybuchowe pod kościoły koptyjskich chrześcijan. W Tunezji mordowani są księża, zaś libańscy maronici po raz pierwszy w historii stali się celem zamachów bombowych. Chrześcijanie w Syrii, którzy wycierpieli jak mało kto pod rządami reżimu Assada, dziś modlą się o jego przetrwanie. Jeżeli tyran upadnie i zatriumfują islamiści, prześladowania mogą gwałtownie się nasilić.

 

Traktowanie chrześcijaństwa jako obcej arabskiemu światu zarazy wydaje się osobliwe: jest to wszak bliskowschodnia religia, z powodzeniem zaszczepiona pogańskiemu Zachodowi. Stopy chrześcijan nie stąpały w starożytności po zielonych wzgórzach Anglii. Boże Narodzenie to bliskowschodnia opowieść o dziecku Żydówki, odwiedzonym w żłóbku przez trzech irańskich mędrców, które potem musiało uciekać do Egiptu przed rzymskimi prześladowaniami.

Apostołowie Jezusa przybyli później do Libii, Turcji i Iraku, by założyć chrześcijańskie wspólnoty, którym dziś grozi tak ogromne niebezpieczeństwo. Przez wiele wieków koegzystowały one w pokoju z muzułmanami: jedni i drudzy podobnie się ubierali, a nawet wspólnie celebrowali swoje święta. Hidżaby oraz inne kulturowe podziały pojawiły się stosunkowo późno.

Owe różnice są dziś wodą na młyn twardogłowych salafitów, którzy okazali się wielkimi zwycięzcami arabskiej wiosny ludów. Należą oni do tego samego, zmutowanego odłamu islamu sunnickiego, który inspirował działalność Al-Kaidy. Religijna wojna to ich strategia, a szyitów nienawidzą równie mocno, co chrześcijan i Żydów. Ich wrogowie nie kryją się za granicą, ale w kościołach, synagogach i szyickich meczetach. Przeciętni muzułmanie być może nie znoszą salafitów, ale przekonują się, że wcale nie trzeba być lubianym, by zdobyć władzę w arabskim kraju po obaleniu dyktatury – wystarczy najsprawniejsza organizacja. Zachód ma tak wielką obsesję na punkcie rządowych struktur, że nie widzi, gdy władza skupia się zupełnie gdzie indziej. Dla przykładu, islamistyczne plutony egzekucyjne mordują ostatnio fryzjerów oraz kobiety chodzące bez chust w miastach takich jak Basra.

Źródło: Onet

czwartek, 29 grudnia 2011, aishaafidda